Strona główna
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Ostatnie artykuły:

            Co nam dziś zostało z „magii świąt”?

            We współczesnym skomercjalizowanym świecie tradycyjny cykl przygotowań do Bożego Narodzenia został zaburzony przez nachalnie wciskającą się w nasze życie reklamę. Dziś oczekiwanie na przyjście Mesjasza sprowadza się do gorączki zakupów, wystroju domu i jego otoczenia. Jeszcze nie zgasną znicze po Wszystkich Świętych, a już w sklepach pojawiają się bożonarodzeniowe dekoracje, z telewizji atakują nas reklamy namawiające do świątecznych zakupów, a miasta powoli stroją się w światełka, choinki itp. akcesoria. A co się dzieje z naszym wnętrzem? Czy w równym stopniu dbamy o to, aby było ono posprzątane na przyjście Chrystusa?

Adwent to właśnie taki czas, w którym powinniśmy się zatrzymać. Zrewidować swoje życie. Wyciszyć się. Sięgnąć znów do słów Starego Testamentu, które zapowiadają Jego przyjście. Czy w dzisiejszych czasach jeszcze coś ono dla nas znaczy?

Rozejrzyjmy się wokół siebie. Może są obok osoby, które potrzebują naszej pomocy – niekoniecznie materialnej? Czasami potrzeba tylko trochę ciepła, życzliwości, dobrego słowa; potrzeba solidarności pierwszych chrześcijan, którzy tworzyli prawdziwe wspólnoty. Czy dziś wspólnota parafialna jest prawdziwą wspólnotą, czy jest nią tylko z nazwy?

Goszcząc niedawno w diecezji gdańskiej, poznałem księdza, który nie ma „dnia wolnego”, który SAM dociera do ludzi potrzebujących pomocy – jakiejkolwiek. Nie jest dla niego ważne, czy daną osobę widzi w kościele, czy nie. Nie jest istotna pora dnia. (Ale, żebym był dobrze zrozumiany: nie chodzi mi o oskarżanie księży o brak zaangażowania. To tylko przykład prawdziwej wspólnoty, która nie zostawia nikogo samemu sobie.)

W naszym mieście jest organizowana „Wigilia na Rynku” dla tych, którzy z różnych przyczyn są sami, a chcą poczuć nastrój świąt. Ale czy to im wystarczy? Jest to jakaś namiastka wspólnoty, bo przychodzi w końcu ta godzina, kiedy zostają sami. W wigilijny wieczór nikt nie powinien zostać osamotniony.

Osobiście kiedyś odczułem, co znaczy obecność bliźnich w tych dniach. Po śmierci teściowej zostaliśmy tylko we troje: ja, żona i mały syn. Jak w takich okolicznościach cieszyć się Bożym Narodzeniem, jak nauczyć syna tradycji? Wtedy zaprosiła nas rodzina żony, dalsza liczna rodzina. Jeśli jeszcze dodam, że Wigilia była tradycyjna i zgodna z duchem Ewangelii, to nie muszę tłumaczyć, jak na nas podziałała. Znów poczuliśmy rodzinne ciepło, świąteczny klimat i otaczającą nas miłość. I tak trwa to do dziś.

A czy w Twoim sąsiedztwie jest ktoś, kogo możesz zaprosić w ten wieczór, w te dni?

Dziś zamknęliśmy się w naszych domach. Nawet jeśli tworzymy wspólnoty, są one dość hermetyczne. A Chrystus, przychodząc na świat, chyba nie tego od nas oczekiwał. On przyszedł do wszystkich, więc i my zadbajmy, by wszyscy Go poznali. Rożne telewizje zasypują nas filmami o magii świąt. A ile jest w nich Boga? Boga, który przyszedł na świat, aby odszukać tych, którzy zbłądzili. Pokażmy im Go. Bądźmy Jego świadkami.

            Dlaczego zatem „święta utracone”? Otóż dlatego, że pozwoliliśmy odebrać sobie ten czas: czas narodzenia Mesjasza; czas, kiedy Bóg staje się człowiekiem. Ten czas, który powinien być świętością dla nas, wyznawców Chrystusa. Oddaliśmy go za prezenty, blask światełek, urok choinki i kolęd. Czy Jezus Chrystus przyszedł do pałacu i blichtru? Czy dla Niego ważna była oprawa Jego narodzin? Nie, dla Niego ważniejsze były czyste serca prostych ludzi, którzy potrafili czuć i okazywać miłość: do Boga i świata, który On stworzył i oddał nam w posiadanie. Z miłości do ludzi przyszedł na świat i z miłości oddał Swe życie.

Czym jest taka miłość, pisał św. Paweł : Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

Boże Narodzenie to czas miłości – miłości Boga do człowieka i człowieka do Boga. Dziś, inaczej niż dwa tysiące lat temu, znamy datę świąt, mamy nabożeństwa, które mogą nam pomóc w przeżyciu tego czasu. Ale czy na pewno pomagają? Wtedy tylko znaki mówiły, kiedy i gdzie urodzi się Mesjasz Pan. Czy my potrafimy je dziś odczytywać? Czy wiemy, czym jest prawdziwa Miłość? I, w końcu, czy chcemy Ją przyjąć i ofiarować innym?

Roman Kubasiński


    



Odsłon artykułów:
811768

Odwiedza nas 53 gości oraz 0 użytkowników.