Strona główna

Parafia św. Michała Archanioła - Ostrowiec Św

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size


 

Wniebowstąpienie Pańskie /A/

Dz 1, 1 – 11; Ef 1, 17 – 23; Mt 28, 16 – 20

Obchodzimy uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, którą przeniesiono na niedzielę. W wielu krajach już od dawna stosowana była taka praktyka, u nas – chociaż dzień tego święta nie był respektowany przez władze i był normalnym dniem pracy – zachowywano jego charakter jako tak zwanego święta zniesionego, udzielając dyspensy od świątecznego powstrzymania się od pracy i obowiązku uczestnictwa w Mszy Świętej, o ile zachodziła taka konieczność. W tej sytuacji wielu wierzących nie miało okazji do głębszego zastanowienia się nad tajemnicą Chrystusowego wstąpienia do nieba, a jest to ważna tajemnica w cyklu rozważania zbawczego dzieła Jezusa, a także posiada istotne wezwanie dla naszego życia religijnego. Dziś, gdy tajemnicę tę możemy rozważać w dniu wolnym od pracy, postarajmy się lepiej zgłębić jej treść.
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego jest wyjątkowa pod tym względem, że zarówno pierwsze czytanie, wyjęte z Dziejów Apostolskich, jak i Ewangelia opisują to samo wydarzenie zbawcze. Wniebowstąpienie Jezusa jest tajemnicą wiary. Zmartwychwstały Chrystus nie podlegał ograniczeniom przestrzeni, przechodził przez zamknięte drzwi, Jego odejście do nieba nie należy do kategorii podróży, jakie odbywał w czasie ziemskiego życia, jest to zupełnie inne odejście niż na przykład odejście z Nazaretu, gdy wyruszał, by nauczać.
Już w dniu zmartwychwstania Chrystus mówił do Marii Magdaleny, że wstępuje do swego Ojca. Ponieważ jednak po zmartwychwstaniu nastąpiła seria chrystofanii, czyli objawień się Zmartwychwstałego, rozważanie tajemnicy powrotu Syna Bożego na Jego miejsce po prawicy Ojca oddzielono od tajemnicy zmartwychwstania, i tak powstały wzmianki o wstąpieniu do nieba, a konsekwentnie i odrębny dzień obchodzenia tej tajemnicy.
Określenie prawicy Ojca ma również znaczenie teologiczne, a nie lokalne, nawiązuje do idei królowania, częstej w stosunkach politycznych starożytnego świata, gdy ojciec i syn równocześnie sprawowali funkcje królewskie. Zasiadanie po prawicy Ojca jest współudziałem w Jego boskiej naturze, z którą Jezus złączył w sobie naturę ludzką, dzięki której dokonał zbawczego dzieła i która w tajemnicy wniebowstąpienia dostępuje wywyższenia.
W myśli Nowego Testamentu wyróżniamy dwa ujęcia Chrystusowego wstąpienia do nieba. Jedno ujmuje to wydarzenie jako tryumfalny powrót Zwycięzcy, wzorowany na uroczystym powitaniu wodza, który wracał po odniesionym zwycięstwie. Zwłaszcza w Rzymie zwycięskim wodzom przyznawano prawo tryumfu, uroczystego wejścia do miasta wraz ze zwycięską armią, która prowadziła ze sobą pojmanych jeńców i wnosiła zdobyte łupy. Do takiego obrazu nawiązuje św. Paweł w perykopie z Listu do Efezjan. Chrystus pokonał Szatana i wrogie potęgi, wraca do Ojca i zasiada ponad „wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy”.
Drugie ujęcie znajdujemy w Liście do Hebrajczyków. Wniebowstąpienie Chrystusa jest tam przedstawione jako wejście arcykapłana do wiecznego przybytku. Jak ziemski arcykapłan w religii Izraela raz w roku wchodził do miejsca najświętszego w świątyni w Dniu Pojednania i wnosił tam ofiarę składaną Bogu na przebłaganie, tak Chrystus z ofiarą samego siebie wstępuje do sanktuarium niebieskiego, aby tam po prawicy Ojca być na zawsze pośrednikiem naszego zbawienia przez pojednanie, to jest odpuszczenie grzechów.
Oba przedstawienia nie są ze sobą sprzeczne, ale dopełniające się. Rozważając tajemnicę wniebowstąpienia, starajmy się przez dobre uczynki i przezwyciężanie zła w sobie i wokół siebie dołączyć do Chrystusa, aby stać się uczestnikami Jego tryumfalnego wejścia do nieba, jak wojska prowadzone przez wodza do boju uczestniczyły w jego tryumfie. A jeżeli w tym podążaniu za Chrystusem przeszkodą są nasze grzechy, to pamiętajmy, że mamy w niebie Jezusa, który wstawia się za nami. Z Jego mocą można wiele przezwyciężyć.

Opracował: ks. Tomasz

VI Niedziela Wielkanocna /A/

Dz 8, 5 – 8. 14 – 17; 1 P 3, 15 – 18; J 14, 15 – 21

 

Święty Piotr pisze ważne słowa: „Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest”. Dziś niewielu ludzi jest gotowych do obrony wartości swego serca. Tymczasem w ewangelicznej szkole trzeba doskonalić sztukę obrony skarbu naszej wiary. Jezus był wielokrotnie atakowany i za każdym razem umiał się obronić. W Ewangelii trzeba to odczytać i w swoim życiu opanować tę sztukę. Przypomnijmy jej zasadnicze elementy.

Pierwszym jest schodzenie z linii ciosu. Jezusa kilka razy chcieli zabić, a On się odsuwał. Dopiero wówczas, gdy Ojciec Go wezwał do przyjęcia uderzenia, zaczekał na nie, wyszedł mu na spotkanie i dobrowolnie zgodził się na cios, który wymierzono Mu w Getsemani. W życiu trzeba wielokrotnie zamilknąć, gdy prowokacyjnie uderzają nas z powodu naszej wiary czy postawy moralnej. Nie ma o co prowadzić kłótni z tymi, którzy wartości ducha nie uznają, a prowokują nas do zabierania głosu.

Druga umiejętność polega na opanowaniu stosowania kontry. Jezusa atakują, a On kontruje. Pytają Go, czy należy płacić podatek cezarowi, czy nie. Każda odpowiedź byłaby klęską Jezusa. On pyta, czyj wizerunek jest na denarze. Odpowiadają, że cezara. On oznajmia, by oddali to, co jest cezara, cezarowi; co jest Bożego, Bogu. Takiej kontry nikt się nie spodziewał. Chcą oskarżyć Jezusa i przyprowadzają Mu kobietę schwytaną na cudzołóstwie. Jeśli stanie po jej stronie, zostanie zabity, bo złamie prawo Mojżesza, a jeśli stanie po stronie Mojżesza, ludzie od Niego odejdą, bo jest mniejszy od Mojżesza. Jezus oświadcza: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. To jest kontra, w której ujawnia się wielkość Jezusa. Po chwili wokół kobiety nie było ani jednego oskarżyciela.

Trzecia umiejętność potrzebna do obrony Ewangelii polega na wyborze w ataku najwyższych wartości. Takie decyzje są połączone ze stratami. Są to jednak mądre straty, które zawsze nagradza Bóg, i to w sposób stokrotny. W rzeczywistości traci się to, co przemija, a zyskuje to, co jest wieczne.

Chrześcijanin, jeśli chce we współczesnym świecie ocalić swe wartości, musi opanować sztukę ich obrony. Warto pod tym kątem przeczytać całą Ewangelię.

Opracował: ks. Tomasz

V Niedziela Wielkanocna /A/

Dz 6, 1 – 7; 1 P 2, 4 – 9; J 14, 1 – 12

            W ten święty dzień tygodnia przychodzimy do kościoła na spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym. Jako lud Panu Bogu na własność przeznaczony świętujemy pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. Podczas Eucharystycznej Ofiary przeżywamy tajemnicę naszego odkupienia, budujemy wspólnotę Kościoła Chrystusowego i wypełniamy nasze powołanie. Najświętsza Ofiara, w której uczestniczymy, umocni nas w budowaniu świątyni wznoszonej na kamieniu węgielnym, którym jest Jezus Chrystus. Czytania liturgiczne piątej niedzieli wielkanocnej wprowadzają nas w tajemnicę Kościoła. W pierwszym czytaniu z Dziejów Apostolskich słyszymy, że do Kościoła Chrystusowego należą ludzie razem ze swymi kłopotami i trudnościami codziennego życia, które trzeba rozwiązywać. Do Kościoła w Jerozolimie zaczęli przybywać nie tylko Hebrajczycy, ale także helleniści pochodzenia pogańskiego. Wśród  nich były także wdowy, które z pobożności zamieszkały w Jerozolimie. Konieczność niesienia im pomocy stała się okazją do utworzenia instytucji diakonów, pełniących działalność charytatywną. Apostołowie oddali się posłudze głoszenia słowa Bożego i udzielania sakramentów świętych, a diakonom powierzono doczesne potrzeby wiernych, zwłaszcza biednych, wdów, sierot, chorych, więźniów i wszystkich potrzebujących.

            Drugie czytanie z Listu św. Piotra Apostoła ukazuje widzialne oblicze i struktury Kościoła Chrystusowego. Jezus Chrystus jest żywym kamieniem węgielnym. Na Nim Bóg zbudował Kościół jako duchową świątynię. Jej żywymi kamieniami są ludzie wierzący, których św. Piotr nazywa wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem i ludem Bogu na własność przeznaczonym. Jezus Chrystus jest żywym kamieniem odrzuconym, zabitym, nadal żyjącym na wieki. Św. Piotr pisze także do nas, wierzących ludzi, że przez sakrament Chrztu Świętego należymy do Kościoła i mamy udział w powszechnym kapłaństwie wiernych. Przez Chrystusa składamy duchowe ofiary miłe Bogu: wiarę, miłość i służbę. Jako lud kapłański, przeznaczony Bogu na własność, uczestniczymy w Eucharystycznej Ofierze w niedziele i święta, zanosimy modlitwy i wypełniamy nasze codzienne obowiązki.

            W Ewangelii mówi nam Jezus Chrystus, że Jego Kościół, zbudowany z żywych kamieni, jest Kościołem pielgrzymującym do domu Ojca. Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem. Pan Jezus mówi do swoich uczniów, aby nie załamali się i nie zwątpili, kiedy powróci do Ojca: „Gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem”. Pan Jezus pociesza uczniów i obiecuje powtórnie przyjście, aby zabrać ich do siebie, a kiedyś także nas, byśmy żyli w domu Ojca.

            Przeżywając piątą niedzielę Wielkanocy pomyślmy, że od Zmartwychwstania Chrystusa upłynęło już dwa tysiące lat, a my wciąż pytamy: Czy świat chrześcijański stał się bardziej ludzki? Czy opłacił się wielki wysiłek Boga: Wcielenie, Krzyż, Zmartwychwstanie? Jako uczniowie Chrystusa mamy czynić w życiu to, co On czynił: miłować Miłością, która ma swe źródło w Bogu.

Opracowała: s. Teresa Opydo

IV Niedziela Wielkanocna /A/

Dz 2, 14a. 36 – 41; 1 P 2, 20b – 25; J 10, 1 – 10

 

Piotr używa ostrego sformułowania, gdy mówi o Żydach, którzy zamordowali Chrystusa, „przewrotne pokolenie”. Wzywa też wszystkich dobrej woli, aby nabrali dystansu wobec tych ludzi. Mówi wprost: „Ratuj się, kto może, z tego przewrotnego pokolenia”.

Którzy to są ludzie przewrotnego pokolenia? To ci, którzy wykorzystują religię do własnych interesów. Ich pieniądze, stanowiska, popularność zasłaniają im żywego Boga, a jeśli On się upomina, to stają się Jego wrogami.

Kryzysy w życiu Kościoła często tu mają swoją przyczynę. Instytucje religijne i ludzie, którzy je tworzą, popełniają błąd podobny do tego, który popełnił Sanhedryn i Najwyższy Kapłan w czasach Chrystusa. Krytyka instytucji religijnych jest więc wpisana przez św. Piotra w życie środowisk wyznających wiarę. Trzeba się z nią liczyć, bo ma na uwadze prawdziwe dobro.

Piotr podaje również sposób zachowania. „Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!”. Trzeba więc nabrać dystansu do niego. Trzeba zbliżyć się do Boga i do ludzi żyjących w prawdzie i szukających mądrości. Piotr wiedział, że takie środowisko jest. On był jego głową. Wzywał więc do budowania środowiska żyjącego Ewangelią. I to jest właściwe rozwiązanie. Ten, kto szuka, znajduje.

Błędem jest wchodzenie w walkę z pokoleniem przewrotnym. Szkoda na to energii i siły. Sam Bóg rozegra z nim swoją partię. Wypaczenie życia religijnego i potraktowanie go jako narzędzia własnych interesów obraca się wcześniej czy później przeciw tym, którzy tak postępują. Uczniowie Jezusa w takich napięciach nie powinni uczestniczyć, oni bowiem są wezwani do budowy cywilizacji miłości, a nie do sporów z instytucjami.

Warto się nad tym zastanowić i przemyśleć tę wypowiedź św. Piotra. Krytyka Kościoła ma swe korzenie już w Ewangelii, sięgając do krytyki środowiska instytucji świątynnej w Jerozolimie. Norma podana przez św. Piotra obowiązuje także dziś i będzie obowiązywać do końca świata. Instytucje religijne są potrzebne, ale ich wykrzywienia są niebezpieczne.

Opracował: ks. Tomasz

III Niedziela Wielkanocna /A/

Dz 2, 14. 22b – 32; 1 P 1, 17 – 21; Łk 24, 13 – 35

 

            Jakże dzisiaj nie przejąć się słowami, które wypowiedział Chrystus do uczniów: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy”. Czyż ten swoisty wyrzut sumienia, który wychodzi z ust Jezusa, nie powinien poruszyć i nas? Odczytać przesłanie proroków – oto zadanie dla współczesnego człowieka.

Niewątpliwie prorokiem przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia stał się Jan Paweł II. Zmarł 2 kwietnia 2005 roku, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego, a dziś jest już świętym. Jego osobisty lekarz prof. Renato Buzzonetti, czuwający przy nim do ostatnich chwil, powiedział: „Jego ciało było wizerunkiem męki, tym wyraźniejszym tuż po Wielkanocy, w której Ojciec Święty chciał uczestniczyć mimo dręczącej go coraz bardziej z każdym dniem choroby. Lecz papież znosił ją z pogodą ducha, powiedziałbym wręcz – z ojcowską czułością i zawsze z wdzięcznością wobec tych, którzy byli przy jego łożu”. Był zatem świadkiem Chrystusa cierpiącego i ukrzyżowanego, bowiem – jak mówił prof. Buzzonetti: „Widziałem, jak cierpiał. To był wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa. Ojciec Święty nie mógł wypowiedzieć żadnych słów, nawet tuż przed odejściem. Tak, jak wcześniej, nie mógł mówić, był zmuszony do milczenia. Ale można było go zrozumieć”. Wyraził przekonanie, że papież przemawiał spojrzeniem i – jak to ujął: „słodyczą oczu” oraz „pogodzeniem się z wielką tajemnicą”. A to już świadectwo Chrystusa Zmartwychwstałego, który otwiera swoje ręce, aby przyjąć każdego, kto zaufał miłosierdziu Bożemu! Świadectwo całego życia, pontyfikatu oraz godnego umierania proroka naszych czasów, Jana Pawła II, nie może pozostać bez echa! Stąd też, patrząc na papieża Polaka, trzeba odczytać znaki, które od niego otrzymaliśmy. Trzeba im uwierzyć, aby nie usłyszeć od Jezusa: „o nierozumni”. Jakie są to znaki? Mają postać drogowskazów, kluczy.

Pierwszym z nich jest wskazanie na godność człowieka, którego „nie można zrozumieć bez Chrystusa”. Któż z nas nie pamięta słów pożegnania na lotnisku Okęcie: „Ducha nie gaście, to znaczy też: nie pozwólcie się zniewolić różnym odmianom materializmu, który pomniejsza pole widzenia wartości – i człowieka samego też pomniejsza. Duch Prawdy, którego przyniósł Chrystus, jest źródłem prawdziwej wolności i prawdziwej godności człowieka”. W naszych czasach coraz rzadziej tę godność zachowujemy. Grzech staje się nieodłącznym towarzyszem ludzkości. I tak pewnie musi być, ale dramatem współczesnego człowieka jest to, że na niego coraz rzadziej zwraca się uwagę. Dlatego Jan Paweł II wiele mówił o miłosierdziu. W Łagiewnikach apelował do całego świata: „Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy”. I to drugi drogowskaz, w którym trzeba rozpoznać Jezusa. Bycie miłosiernym oznacza więc swoistą wrażliwość, która powinna towarzyszyć każdemu, kto pragnie zobaczyć, tak jak apostołowie, pusty grób oraz Chrystusa Zmartwychwstałego.

Z miłosierdziem związana jest jeszcze jedna rzeczywistość, o której papież mówił w prawie każdym przesłaniu skierowanym do wierzących w Boga i poszukujących Go. Jest to rzeczywistość miłości, która wynika z przymierza człowieka z Bogiem, a przejawia się w głębszym rozumieniu Bożych przykazań i kierowaniu się nimi. Tak o tym mówił Jan Paweł II do Polaków: „Przykazanie miłości ogarnia sobą wszystkie przykazania Dekalogu i doprowadza je do pełni: w nim wszystkie się zawierają, z niego wszystkie wynikają, do niego też wszystkie zmierzają. Taka jest wewnętrzna logika Przymierza Boga z człowiekiem”.

Wśród wielu wskazań, które zostawił Ojciec Święty, jest jeszcze jedno, które doskonale koresponduje z poprzednimi. Jan Paweł II apelował: „Im głębsza będzie świadomość łączności z Bogiem, którą umacnia życie sakramentalne człowieka i szczera modlitwa, tym bardziej wyraziste będzie poczucie grzechu. Rzeczywistość Boga odsłania i rozjaśnia tajemnicę człowieka. Czyńmy wszystko, aby uwrażliwiać nasze sumienia i strzec ich przed wypaczeniem czy znieczuleniem”. Troska o własne sumienie, bliskość z Jezusem poprzez sakramenty to fundament owocnego z Nim spotkania. Tylko wtedy będziemy mogli powiedzieć: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał” (Łk 24).

Cały pontyfikat papieża Polaka i jego świadectwo były skoncentrowane wokół życia. Wiara w pusty grób jest potwierdzeniem życia, najwyższej wartości. Idźmy zatem wraz z uczniami do Emaus, aby spotkać Boga żywego, idźmy poznać Go przy łamaniu chleba po to, abyśmy byli pewni, że w chwili śmierci życie się nie kończy, ale zaczyna.

Opracował: ks. Tomasz

Niedziela Miłosierdzia Bożego /A/

Dz 2, 42 – 47; 1 P 1, 3 – 9; J 20, 19 – 31

Bóg istnieje niezależnie od tego, czy ktoś w Niego wierzy, czy nie. On stworzył świat, On czuwa nad nim w swej opatrzności, On prowadzi do celu wszystko, cokolwiek istnieje. Można o takim Bogu dość dużo wiedzieć na podstawie słuchania lub czytania. Ale jak długo to nie jest mój Bóg, tak długo są to jedynie wiadomości, które nie różnią się niczym od setek innych.

Wydarzeniem zmieniającym życie jest odkrycie tego, że to jest mój Bóg. Wówczas On jawi się jako wielka tajemnica, która otwiera dla mnie swe drzwi. Wchodzę i jestem w owym świecie, tysiące razy bardziej realnym niż ten, w którym się rodzę i umieram. Ten bowiem jest przemijający, a świat Boga jest wieczny i żywy tak intensywnie, że w nim nie ma ani śladu śmierci.

Takie spotkanie nazywamy nawróceniem. Ono bowiem jest początkiem nowej drogi życia. Wszystko zostaje mu podporządkowane. Na takie nawrócenie czekał Tomasz Apostoł. Gdy spotkał się ze zmartwychwstałym Jezusem, rzekł krótko: „Pan mój i Bóg mój”. Tu słowo „mój” jest najważniejsze. Na takie spotkanie czeka wielu.

Przeżyła je św. Faustyna Kowalska. Ona odpowiedziała Jezusowi równie zwięźle: „Jezu, ufam Tobie”. To jest jej osobiste wyznanie. Ona chce, aby wszyscy potrafili tak powiedzieć do Jezusa. W takim akcie jest otwarta nowa droga życia. Miłosierdzie Boga najpełniej rozumieją właśnie ci, którzy doświadczają wtargnięcia Boga w ich życie. Ten, kto potrafi sercem powiedzieć: „Jezu, ufam Tobie”, jest ocalony. Jezus jest jego. Powtórzy on za Tomaszem: „Pan mój i Bóg mój”. Tak ujęty akt wiary jest zawsze wyznaniem miłości. Ten bowiem, kogo kocham, jest mój. Osobisty wymiar odniesienia do Jezusa i do Boga Ojca jest w akcie wiary wyjątkowo ważny. Jak długo tego odniesienia nie ma, tak długo akt wiary jest słaby i nie kształtuje życia człowieka.

Dziś Tomasz Apostoł wzywa do odpowiedzi na pytanie: Czy Bóg jest twój? Szczęśliwi, którzy mówiąc o Bogu, używają słowa „mój”, bo oni wiedzą, o kim mówią.

Opracował: ks. Tomasz

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego /A/

Dz 10, 34a. 37 – 43; Kol 3, 1 – 4; J 20, 1 – 9

 

            Oto dzień, który Pan uczynił – radujmy się nim i weselmy!

            Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest najważniejszym wydarzeniem w dziejach wszechświata i fundamentem naszej wiary. Radujemy się, bo Pan Jezus prawdziwie zmartwychwstał i jest pośród nas. Bóg przez swojego syna Jezusa Chrystusa pokonał śmierć, grzech i szatana i otworzył nam bramy życia wiecznego, abyśmy zmartwychwstali do nowego życia w światłości. Dziękujemy Bogu za ofiarowane nam zbawienie. Radość ze Zmartwychwstania Pańskiego staje się naszym udziałem. Jezus Chrystus gromadzi nas na Mszy Świętej w tę największą dla chrześcijan uroczystość.

            Nikt z ludzi nie oglądał na własne oczy zmartwychwstania Pana Jezusa. Największy cud dokonał się w najgłębszej tajemnicy. Gdy Jezus wychodzi z grobu, panują ciemności nocy i zalega cisza. Ewangelia podaje, że wczesnym rankiem do grobu Jezusa spieszy Maria Magdalena, potem Piotr i Jan. Wszyscy szukają Jezusa: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Anioł z nieba zstąpił, poszedł i usunął kamień od wejścia do grobu, usiadł na nim i ogłosił, że Jezusa ukrzyżowanego nie ma tu, zmartwychwstał, jak zapowiedział. Apostołowie, chociaż zobaczyli pusty grób Jezusa i płótna, nie od razu uwierzyli w Jego zmartwychwstanie. Tylko św. Jan Apostoł właściwie odczytał tajemnicę pustego grobu: ujrzał i uwierzył. Zrozumiał, że Pismo Święte mówi: On ma powstać z martwych. Zmartwychwstały Jezus gromadzi na nowo swoich uczniów, którzy uwierzyli w Jego zmartwychwstanie. Spotyka się z nimi, poucza, je i pije podczas posiłków i jako świadków posyła na cały świat, aby głosili Jego naukę – Ewangelię.

            My także dziś pytamy: Gdzie jest Chrystus zmartwychwstały? Święty Paweł odpowiada w Liście do Kolosan: Tam w górze, zasiadając po prawicy Boga. Jeżeli jesteście ochrzczeni, to umarliście razem z Nim i powstali z martwych, a wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Nasz chrzest jest zobowiązaniem, abyśmy dążyli do tego, co jest w górze, a nie do tego, co na ziemi.

            Święty Piotr, który jest naocznym świadkiem wszystkiego, co Jezus zdziałał na ziemi żydowskiej i w Jerozolimie, to samo głosi: Jezus jest tam w górze, jest sędzią żywych i umarłych. Bóg wskrzesił Jezusa trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nam, wybranym uprzednio na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. On nam rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo, że Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych. Każdy, kto w Niego wierzy, w Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów. Nasza wiara opiera się na tym świadectwie: Jezus żyje. W każdej Mszy Świętej spotykamy się z Jezusem, który powróci w chwale, aby nas nie tylko sądzić, ale zbawić i przyjąć do swojej chwały. Pokolenia ludzi, które po nas przyjdą, będą żyć wiarą głoszoną przez nas i poświadczoną naszym życiem. Pozdrawiajmy się słowami pierwszych chrześcijan: Chrystus zmartwychwstał! – Prawdziwie zmartwychwstał.

Opracowała: s. Teresa Opydo

Niedziela Palmowa /A/

Iz 50, 4 – 7; Flp 2, 6 – 11; Mt 26, 14 – 27, 66

 

Zbliża się najświętszy czas w Kościele. Rozpoczyna się Wielki Tydzień, który ma nas wszystkich bezpośrednio przygotować na święta Wielkiej Nocy, Zmartwychwstania Pańskiego. Dzisiejsza liturgia streszcza cały Wielki Tydzień. Rozpoczyna się on jednak od tryumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. Trzymane w rękach gałązki palm mają nam przypomnieć to ważne wydarzenie z życia Chrystusa. Wraz z mieszkańcami Jerozolimy witamy Go wkraczającego do miasta jako króla. Owo wkraczanie może mieć także znaczenie symboliczne, bowiem „Jerozolimą” jest moje życie, moje serce. Rozważmy więc nasze powitanie wkraczającego Mesjasza. Co z tego powinno wyniknąć, jakie powinno być nasze zachowanie?

 

Najpierw należy sobie uświadomić, że Jezus przychodzi jako Mesjasz – Król Pokoju. Nie można przyjmować Boga do swego serca bez wewnętrznego pokoju, płynącego z czystości serca. Niestety, w obecnych czasach istnieje wiele niepokoju, który nie pozwala na przyjęcie Jezusa. Znakiem czasu staje się lęk przed Chrystusem. Dlatego jeśli ma się powtórzyć scena wjazdu Mesjasza do „Jerozolimy” mojego serca, muszę zlikwidować strach. Chrystus nie „zamiesza” w naszym życiu, nie postawi zbyt wygórowanych wymagań. Wyjście Mu naprzeciw możliwe jest tylko wtedy, gdy Jemu zaufamy; gdy odkryjemy, że Jego „wjazd” w naszym życiu jest błogosławionym wydarzeniem. Nie uciekajmy więc przed wymaganiami, które stawia Chrystus. Nie uciekajmy przed Jego trudną nauką o krzyżu, która wymaga od człowieka samozaparcia i ofiarności. Tylko wtedy możemy go prawdziwie przywitać jako Króla Pokoju!

 

Patrząc na wjazd Jezusa do Jerozolimy, trzeba także odkryć prawdę, że mieszkańcy tego miasta spontanicznie zrywali gałązki i witali Mesjasza. Spontaniczność taka likwiduje wszelkie kalkulacje. Spontaniczność nie pozwala na myślenie w kategoriach „czy się to opłaca”. Dlatego też w przyjmowaniu Jezusa do swojego życia musi być wiele spontaniczności. Nie można na przykład obliczać, czy przebaczenie jest opłacalne. Przyjęcie Jezusa powinno być odruchem serca, a nie wyrachowanym działaniem. Spontaniczne przyjęcie Chrystusa likwiduje wszelką dyskusję nad słusznością prawd głoszonych przez Mistrza z Nazaretu.

 

W dzisiejszym wspomnieniu wjazdu Jezusa do Jerozolimy należy odnaleźć jeszcze jedno ważne przesłanie. Jest nim przestroga przed zdradą. Jak pokazały wydarzenia Wielkiego Tygodnia, w przeciągu kilku dni można od miłości przejść do nienawiści. Od wierności do zdrady może być tylko jeden krok. Powinniśmy więc dziś zapytać, w których dziedzinach życia to napięcie pomiędzy wiernością Bogu a Jego odrzuceniem jest najbardziej możliwe. U progu Wielkiego Tygodnia każdy z nas powinien odkryć to „najsłabsze ogniwo” łączące z Bogiem. Chodzi bowiem o to, aby zawsze swoim życiem mówić „witaj”, a nie „ukrzyżuj Go!”

Opracował: ks. Tomasz

V Niedziela Wielkiego Postu /A/

1 Ez 37, 12 – 14; Rz 8, 8 – 11; J 11, 1 – 45

 

            Dzisiejsza niedziela rozpoczyna drugą część Wielkiego Postu. Jest to część pasyjna. W parafiach zasłania się krzyże fioletowymi zasłonami. Niedziela Palmowa ma nazwę drugiej niedzieli pasyjnej i wtedy czyta się opis męki Jezusa. W nawiązaniu do dwóch słów z dzisiejszej Ewangelii – „Jezus zapłakał” – poruszymy w tym rozważaniu zagadnienie współczucia, idąc za przykładem Jezusa.

Jezus współczujący. Ewangelie podają wiele przykładów współczucia ludziom przez Jezusa. Wszystkie uzdrowienia chorych są tego dowodem. Dla przykładu wspomnijmy tylko o uzdrowieniu sługi setnika, o uzdrowieniu paralityka czy o uzdrowieniu córki Jaira. Ewangelista Mateusz tak to ujmuje: „Liczne rzesze ludu przybliżyły się do niego, przyprowadzając ze sobą chromych, kalekich, ślepych, niemych i wielu innych (...), a On ich uzdrawiał”.

Wzruszającym dowodem na współczucie Jezusa są słowa: „Żal mi tego ludu. Od trzech dni już nie odstępują mnie i nie mają już co jeść. Nie chcę ich odprawić głodnych, bo mogliby w drodze zasłabnąć”. Efektem tego współczucia było drugie rozmnożenie chleba.

Obraz współczującego Chrystusa uwidacznia się najbardziej, gdy płacze. Ewangelia św. Jana tak to opisuje: „Gdy Jezus ujrzał, jak Maria płakała i jak Żydzi płakali, którzy z nią przyszli, wzruszył się w duchu i rozrzewnił”. Wtedy Jezus zapłakał pierwszy raz. Spróbujmy sobie to tylko wyobrazić. Mężczyźni – jak wiemy – rzadko płaczą. Jezus jako trzydziestoletni mężczyzna płacze. Zmarł bowiem Jego ukochany przyjaciel Łazarz.

Drugi raz, jak podaje św. Łukasz, Jezus zapłakał, gdy miał boską wizję zniszczonej Jerozolimy. Oto ten opis: „Gdy Jezus podszedł bliżej i zobaczył miasto Jeruzalem, zapłakał nad nim, ponieważ nie poznało ono czasu swego nawiedzenia. Nieprzyjaciele zniszczą je i jego dzieci, i nie pozostawią kamienia na kamieniu”. Warto dodać, że ta prorocza wizja spełniła się w 70 roku. W czasie szturmu Rzymian na Jerozolimę miasto zostało zburzone.

Nasze współczucie. Skoro współczucie jest synonimem miłości, to trzeba się nam wpatrywać we współczującego Jezusa i darzyć tym uczuciem drugich. Pismo Święte na kartach Starego i Nowego Testamentu wspomina o potrzebie współczucia. Psalmista woła: „…sił mi zabrakło, na współczującego czekałem, ale go nie było, i na pocieszających, lecz ich nie znalazłem”. Księga Przysłów radzi współczuć szczególnie biednym: „Kto bliźnim gardzi – ten grzeszy, szczęśliwy – kto z biednym współczuje”. Nawet cierpiący Hiob pragnie współczuć drugim, bo mówi: „Pocieszałbym was ustami, nie skąpiłbym słów współczucia”.

Przepięknie o potrzebie współczucia mówi św. Paweł w Liście do Filipian: „Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli – jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich”.

O cnotę współczucia apeluje także św. Piotr: „Na koniec zaś bądźcie wszyscy jednomyślni, współczujący, pełni braterskiej miłości, miłosierni, pokorni”.

Dzisiejsza niedziela kieruje nasze oczy i serca na cierpiącego Chrystusa. Będziemy rozważali, mocniej niż w początkowych dniach Wielkiego Postu, Jego mękę, biorąc udział nabożeństwach pasyjnych. Będziemy współczuli Jezusowi. Ale pamiętajmy także o tym, że zapłakał On razem z innymi nad grobem Łazarza, a tym samym nad wszystkimi cierpiącymi i umierającymi na świecie. A cierpi i umiera codziennie tak wiele osób. My również spotykamy się ze śmiercią bliskich. Starajmy się od dzisiaj zauważać ludzi umierających i okazywać im współczucie słowami i czynami.

 

Opracował: ks. Tomasz

IV Niedziela Wielkiego Postu /A/

1 Sm 16, 1b. 6 – 7. 10 – 13b; Ef 5, 8 – 14; J 9, 1 – 41

Uczeń Chrystusa winien zauważać ludzi niepełnosprawnych, którzy należą do jego środowiska. Bywa, że dostrzeże możliwość nawiązania z nimi kontaktu. Czasem trzeba być blisko takiego człowieka, aby mu w czymś pomóc, czasem potrzebuje on obecności kogoś, kogo interesuje jego świat. Wielu kalekich dorasta do miłości, niewielu jest w stanie kochać tak, by żyć dla innych mimo swego kalectwa.

Ewangelia wspomina o niewidomym od urodzenia. Uczniowie pytali, kto zawinił. Jezus odpowiedział, że nie należy szukać winnych takiego nieszczęścia. Trzeba na nie spojrzeć jak na znak, którym posługuje się Bóg. Ten znak ma kilka wymiarów

Pierwszym jest dostrzeżenie daru, którego kaleki człowiek jest pozbawiony. Za ten dar winni dziękować ci, którzy go posiadają. Rozmowa z kalekim rozpoczyna się od dostrzeżenia faktu, że nasza rola z nim mogła być zamieniona. On jest kaleki, ja zdrowy. Mogło być odwrotnie. To spojrzenie w prawdzie jest punktem wyjścia do nawiązania twórczego kontaktu. Nasze zdrowie wcale nam się nie należy. Ono jest darem.

Trzeba też zauważyć zadania, które ma do wykonania kaleki człowiek. Ci, którzy je dostrzegają, odkrywają sens nie tylko swego życia, ale i sens kalectwa. Chrystus powiedział: „To kalectwo niewidomego w planach Boga zostało potraktowane jako objawienie na nim spraw Bożych”. Z Ewangelii wynika, że miało ono posłużyć jako argument za bóstwem Jezusa. Niewidomy został uleczony i dał piękne świadectwo o potędze Jezusa i Jego misji.

Nie wszystkie kalectwa są leczone cudownie. Wielu kalekich umiera z kalectwem. Ale ci, którzy ich znają, winni pamiętać o zacytowanej uwadze Jezusa. Takie spojrzenie wzywa do szacunku wobec kalekiego i do nawiązania z nim twórczego kontaktu. To kalectwo może ubogacić duchowo.

Kaleki człowiek jest szczególnie umiłowany przez Boga. On otrzymuje ciężki krzyż, który czasem dźwiga przez całe życie. Ale on zawsze jest zadaniem dla innych. Miliony osób zostaną zbawione przez miłosierdzie okazane kalekiemu człowiekowi. To jest droga, po której wielu wejdzie do domu Ojca.

Opracował: ks. Tomasz


    



Odsłon artykułów:
716026

Odwiedza nas 44 gości oraz 0 użytkowników.